Follow by Email

niedziela, 19 sierpnia 2012

Kreteński sposób na bezpieczne drogi :)

Kαλημέρα  (Kali mera) !
Wakacyjna aura sprzyja trochę swobodniejszemu spojrzeniu na prawo. A korzystając z okazji podglądania innych kultur pozwolę sobie na przedstawienie kreteńskiego sposobu na poprawę bezpieczeństwa na drogach. Wakacyjna Kreta to wymarzone miejsce na spędzenie urlopu. Pomimo sierpnia temperatury na północy wyspy są znośnie odczuwalne (temp. odczytana ok. 35 stopni C, odczuwalna ok. 28 stopni C.), a to dlatego, że wieje przyjemny wiatr, nad samym morzem to potężna "chłodna" :) bryza. Południe zaś jest już naprawdę upalne, a to za sprawą wpływu bezpośredniego afrykańskiego powietrza, które niczym nie skrępowane wdziera się na skaliste wybrzeża, smagając je ognistymi jęzorami. I tak każdego lata. No tak, ale nie o pogodzie miałem pisać. Aby dojechać na zapomniane przez cywilizację maleńkie urokliwe plaże południowej Krety trzeba pokonać wyspę południkowo przedzierając się przez górzyste i skaliste terytorium wyspy. Krajobrazy zapierają dech w piesiach, dlatego bez cienia żalu porzucam nudne hotelowe leżaki i wyruszamy z ekipą znajomych "Franków" (włoskich przyjaciół)  w drogę. 
Pomimo, iż odległość z miejsca wypadowego (Rethymnon) do docelowej plaży Agia Fotia, gdzie miejsca do plażowania wyrwane są morzu oraz skałom, to około 70 km, trzeba przygotować się na 1,5 h podróż górskimi wąskimi drogami. Drogi na wyspie są dość dobre, ale bardzo wąskie. Chyba dlatego Kreteńczycy poruszają się w zasadzie tylko pojazdami klasy B i C oraz oczywiście skuterami. Większe pojazdy są po prostu niewygodne na tamtejsze drogi. Wypożyczamy samochód i tu ze znaną na całym świecie kreteńską życzliwością oraz spokojem(piszę specjalnie kreteńską nie grecką, bo to naprawdę naród, który zachował swoją wspaniałą odrębność kulturową, przy tym konserwując się skutecznie od wpływu europejskiej cywilizacji), otrzymujemy pojazd dość nowy (ok. 30 tys. km na liczniku), troszeczkę dotknięty przez innych użytkowników. Pytamy więc o ubezpieczenie pojazdu. Jest ono pełne tzn. o nic nie musimy się martwić, drobne otarcia pojazdu (szkody tzw. parkingowe) są na porządku dziennym, ale na prawdę nie jest to żaden problem.  Od tego jest samochód, żeby się trochę poobcierał. Tu poznajmy pierwszą żelazną zasadę Kreteńczyków "no problem". 
Wracając jednak do kultury jazdy na drogach. I tu na początek dobra rada. Polacy muszą zapomnieć o wszelkich zasadach znanych z naszych dróg. Znaki drogowe na Krecie są (i tylko są). Zgodnie z mentalnością prawdziwych południowców, zachowanie na drodze nie jest determinowane znakami a zachowaniem innych użytkowników ruchu. W zasadzie obowiązuje kilka żelaznych zasad, pierwsza  "nigdzie się nie spieszę", druga jak chcę o czymś ostrzec (uważaj jadę) trąbię, na szerszej drodze (czytaj tamtejszej "autostradzie" tak jak nasza droga wojewódzka, może 100 km na całej wyspie), jadę maksymalnie prawą stroną, kolejna zawsze zjeżdżam na prawo, aby puścić bezpiecznie wyprzedzającego np. na podwójnej ciągłej, czasem przed skalistym zakrętem (tu stosujemy zasadę uważaj jadę, czyli trąbię). W mieście natomiast oprócz wyżej wymienionych, obowiązuje zasada "żadnych reguł" oraz "patrz dookoła". Nie obowiązują mocno zakurzone znaki "ustąp pierwszeństwa", "droga z pierwszeństwem", sygnalizacja świetlna (tylko na największych mulit skrzyżowaniach jest, ale i tak nie działa, bo to nie ma większego sensu), brak jest oznaczeń przejście dla pieszych i znaków o tym informujących, bo te ostanie są dosłownie wszędzie, łącznie z przejściem przez skrzyżowanie. Policjanci są, widziałem może trzy razy pojazd stacjonujący przy tawernie :). Wydawałoby się istny chaos !, nic podobnego! cały ruch odbywa się w sposób wielce nieuporządkowany (w znaczeniu Europejczyka z północy), jednakże bardzo płynny. Podczas pobytu nie widziałem ani jednego korka, czy wypadku, ba nie ujrzałem nawet kolizji. Uprzejmość kierowców jest dość duża nie widać w jeździe żadnej nerwowości, po prostu patrz, reaguj na sytuację i włączaj się do ruchu, ewentualnie daj znać klaksonem, zgodnie z regułą, zanim cię zobaczę na pewno usłyszę. Proste zasady i genialny sposób na płynne poruszanie się. Nie wiem czy szybko przestawię się na nasze polskie warunki ... no cóż będę musiał, bo licznik punktów zostałby przekroczony już w pierwszych kilku minutach jazdy...
Oczywiście pojawia się pytanie, czy rzeczywiście istnieje konieczność tworzenia tylu znaków drogowych w Polsce (nawet nie chcę ich liczyć), oraz czy koniecznie nasze drogi muszą być usłane aż tyloma ?
droga do Agia Fotia

skały na Agia Fotia

ciut chłodniejsze od powietrza wody Zatoki Mesaryjskiej


mały raj na ziemi

urokliwa Tawerna na Agia Fotia
Szukając odpowiedzi na te pytania gorąco polecam Kretę! Tymczasem wracam do sennego kreteńskiego  raju Agia Fotia, gdzie z jedynej urokliwej, błękitnej tawerny, powolutku smakując owoce morza oraz grecką sałatkę, popijając malutki kieliszeczek "raki" (dodaną do posiłku jako podziękowanie za wizytę!), zapominam o cywilizacji paragrafów...
αντίο !